Trupia świeca

Trupia świeca Niezwykłym zjawiskiem, jednym z najczęściej odnotowywanych jest Canwyll Corph, czyli trupia świeca. Zgodnie z legendą rozmiary owej świecy wykazują wiek osoby, która ma umrzeć. Im większa świeca tym starszy człowiek. Jeżeli ukazują się dwie świece, duża i mała, oznaczają śmierć matki i dziecka. Gdy płomień jest biały - umrze kobieta, gdy czerwony - mężczyzna.

Pewnej nocy, kobieta, mieszkanka Walii doglądała ciężko chorej siostry. Prócz nich były w domu tylko dzieci, gdyż mąż gospodyni przebywał w domu dla obłąkanych w Cardiff. Położyła właśnie dzieci do łóżek i ustawiła świece na podłodze, chcąc się sama położyć, gdy nagle rozległ się głośny szelest, jakby po podłodze przesunął się całun i świeczka zgasła. Jednak ku zdumieniu kobiety pokój nie pogrążył się w mroku, oświetlało go słabe światło jakby tlącego się knotka. Obejrzawszy się za siebie, kobieta ujrzała starego Johna Richardsa, który nie żył już od dziesięciu lat. Trzymał w ręku trupią świecę i patrzał na nią przerażającym nieruchomym wzrokiem, co sprawiło iż krew zastygła jej w żyłach. Gdy odwróciła się od zjawy, obudziła swego najstarszego synka i spytała go: "Widzisz starego Johna Richardsa?", "gdzie?" - rzekł chłopiec przecierając oczy. Kobieta wskazała na ducha, a dziecko tak się przestraszyło jego widokiem, że krzyknęło: "Chciałbym umrzeć". Wówczas duch zniknął wraz z trupią świecą. Stojąca na podłodze świeczka znów zapłonęła jasnym płomieniem, a następnego dnia chora siostra zmarła.

Podobny fenomen odnotowano w londyńskim szpitalu, gdzie pielęgniarki zauważyły błękitnawy płomień w ustach na krótko przed jego śmiercią. Padło przypuszczenie że mógł to być płonący wodór, produkt zachodzącego już wewnątrz ciała rozkładu.

Inna opowieść o trupiej świecy pochodzi od Mauricea Griffitha, który był niegdyś nauczycielem w Pontfaen w hrabstwie Pembrokeshire, a następnie kaznodzieją w kościele baptystów. Griffith schodził z Tre-Davydd i ze wzgórza ujrzał światło w niżej położonej dolinie. Zdziwiło go to. Sądził, iż może to być światełko tego rodzaju, jakie podobno ukazywały się przed pogrzebem, ale w gruncie rzeczy nie wierzył w takie opowieści. Zauważył, że czerwony ognik tkwił nieruchomo przez jakieś piętnaście minut na drodze prowadzącej do kościoła. Griffith zaobserwował, że światełko ostatecznie przeniknęło na cmentarz, a potem do wnętrz kościoła. Stamtąd powróciło na cmentarz gdzie wreszcie zniknęło.

Kilka dni później zmarł mały synek pana Higgona z Pontfaen. Kondukt pogrzebowy stał przez piętnaście minut w tym miejscu, gdzie poprzednio zatrzymało się światło. Co więcej, dziecko zostało pochowane dokładnie w tym miejscu, nad którym unosiło się światło po wyjściu z kościoła.

Reklama
 
Shoutbox
 
 
Dzisiaj stronę odwiedziło już 4 odwiedzający (54 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
Strona autorów abc-gracza.pl.tl i sueroski.pl.tl