Wycie kobiety, później przygoda na cmentarzu...
Witam

Jakiś tydzień temu może dawniej, odprowadziłem dziewczynę na przystanek autobusowy, do domu miałem zamiar wrócić okrężną drogą - myślałem, że spotkam znajomych...
Idę sobie i idę, nagle zauważyłem na przeciw mnie 3 kobiety w starszym wieku, dwie z tyłu rozmawiające sobie, oraz jedną z przodu, ta była chyba z psem, podejrzewam to tylko, ponieważ biegał on sam na trawniku obok, a ona z "zainteresowaniem" się na niego patrzała.
Przechodząc obok niej nie mogłem oderwać oczu, miała raczej wadę wzroku, gdyż oczy uciekały jej w stronę nosa, gdy znalazłem się blisko niej, ona wydała okropny dźwięk, było to całkiem głośne "uuuuuu!", ale nie w stylu jakiegoś ducha, bardziej złowrogie, jakby demon!

Nie spotykają mnie często takie rzeczy, lecz jednak nie przejąłem się tym i poszedłem dalej, w końcu doszedłem do wniosku, że mogła to być przestroga, przed zrobieniem sobie na karku tatuażu "666", wtedy to były tylko żarty, po dłuższym przemyśleniu zrezygnowałem ;)
Jakieś 20 minut później przyszedłem do znajomych, dokładniej do domu znajomej, gdzie była i reszta ekipy.
Zaczęło mnie w tym momencie mdlić strasznie, miałem chęć wymiotować, czasem bolała mnie głowa, gdy wyszedłem za około godzinę wszystko się uspokoiło...
Dodam, że wszystko działo się około godziny 20:00, było już dość ciemno, a tego samego dnia rano widziałem mężczyznę średniego wieku z wytatuowanymi 3 łezkami pod lewym okiem, każdy powinien domyślić się co to oznacza, i mimo to, nie patrzył się on na mnie złowrogo, wręcz przeciwnie...

Ok, było minęło, dzisiaj, dokładnie w dniu pisania tego postu - zakładania tematu, wydarzyła się kolejna dziwna rzecz, tym razem nie byłem sam, byłem ja, mój bliski kumpel, oraz dziewczyna.
Około godziny 19:00, gdy już było ciemno, wybraliśmy się na cmentarz, ponieważ mieliśmy blisko ;)
Dziewczyna szalała "Chodźcie już! Boje się!" etc. my byliśmy ciekawi co może się wydarzyć, wszystkiego dokładnie wysłuchiwaliśmy, lecz staraliśmy się nie zmyślać, nie poddawać emocjom.

W drodze na cmentarz zauważyliśmy starszą panią, na oko daje jej 70 lat, była o lasce, niskiego wzrostu, gdy ją minęliśmy ona ruszyła za nami, niczego nie podejrzewaliśmy, przecież nic w tym złego ;)
Babcia zgubiła się w tyle, zauważyłem, że jedna lampa przy ulicy zgasła..., wkroczyliśmy na cmentarz, obeszliśmy właściwie cały, może ze dwa razy usiedliśmy na ławce, 5 minut posiedzieliśmy...
Podczas pobytu na cmentarzu, ze 4 razy słychać było upadek kasztana, jakby rzuconego, lecz nie dziwiło nas to, wyszliśmy z niego, znudziło nam się...
Przy wyjściu, do jednego z grobów mój kumpel powiedział "Ignacy obudź się!", moim zdaniem to właśnie to przesądziła dalsze zdarzenia...
Staliśmy przed bramą prowadzącą na cmentarz, zgasła kolejna lampa, po 30 sekundach zapaliła się ponownie, jakieś 7 metrów obok był przystanek autobusowy, usiedliśmy na nim, porozmawialiśmy ;)
Na drugiej stronie ulicy stała babcia, która wcześniej za nami poszła, patrzyła się na nas jak w mur, ja do niej krzyknąłem "Dobrywieczór!", a mój kumpel coś w stylu "Pani, dzwoń pani po policje!"
Kumpel spytał się, czy czasem nie mam przy sobie Shuriken'a, odparłem, że akurat mam, wyciągnąłem z kieszeni i mu dałem, on zaczął rzucać nim w siedzenie na przystanku - drewniane ;)
Ona ciągle stała i się patrzyła, w końcu poszła i znikła za mgłą...
Znudziło mu się, więc rzucił w drzewo obok przystanku, gdy wbił się w drzewo, dokładnie w tym samym momencie, z metr nad jego głową ze sporą prędkością przeleciał kasztan kosząc liście z gałęzi drzewa, wszystkich wtedy zamurowało...
Moja dziewczyna wtedy zaczęła się bać, ja byłem podekscytowany i mówię "Rzucaj dalej, może coś się odezwie ponownie!", więc rzucał, a tu nic i nic...
Przyjechał autobus i odjechał, a my postanowiliśmy poszukać tego kasztana, nie było go nigdzie!
Jakby znikł... Na szczęście lub nie, dziewczyna chciała już iść, miała dosyć, więc przeszliśmy na drugą stronę ulicy, nagle kolejny kasztan przemknął szybko między nami, zdziwiliśmy się bardzo w tym momencie, zaczęliśmy przyśpieszać...
jakieś 5 sekund po tym rzucie poleciał w naszym kierunku następny kasztan, tym razem obił mi się o podeszwę buta, pobiegliśmy chodnikiem z 40 metrów dalej, zatrzymaliśmy się i nagle lampa nad nami zgasła, poszliśmy dalej i zauważyliśmy, że ta babcia stoi za bramą i się na nas patrzy... zamurowało nas po raz kolejny, ona poszła do domu, a my odprowadziliśmy moją dziewczynę i pojechaliśmy z kumplem każdy do swojego domu...

A co łączy te dwa zdarzenia? To, że po ujrzeniu babci po raz ostatni, znowu dostałem mdłości, bolał mnie brzuch, czuje, że jest to spowodowane obecnością duchów czy demonów...

Na prawdę nie wiem co o tym myśleć, jutro mój kumpel idzie na cmentarz popołudniu aby przeprosić ducha za to "Ignacy, obudź się!", mam nadzieję, że na prawdę to zrobi, jeżeli będziemy mieli czas i chęci, pójdziemy jutro po raz kolejny, gdy to zrobimy na pewno napisze relacje tego samego dnia ;)

Dodam tylko, że dzisiaj niczego nie piliśmy czy cokolwiek innego ;)

EDIT: Dnia 10 października, czyli dziś nie poszliśmy na cmentarz ponownie, brak czasu ...
Reklama
 
Shoutbox
 
 
Dzisiaj stronę odwiedziło już 4 odwiedzający (29 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
Strona autorów abc-gracza.pl.tl i sueroski.pl.tl